środa, 21 grudnia 2016

Pożegnania

I znowu Cię nie ma w mych ramionach
I już nie widzę w Twych oczach przejęcia
Kiedy stanęliśmy na rozdrożach
I wypuściłem Cię z mego objęcia
A gdy poprosiłem, byś do siebie wróciła
Zechciałem przeprosić, miałaś w oczach łzy
Nie zdążyłem, już się odwróciłaś
Więcej nie spojrzałaś, byłem na siebie zły

wtorek, 21 czerwca 2016

#Moya_Maua (Niezmiennie)

Nie trzymam Cię w pasie,
Kochanie.
Me Cudo Małe,
uda Twe oparte o mą klatkę.
Nie sprawdzę, bo wiem,
że na przedramionach mych,
To czym chwalić się możesz,
jest idealne i na mych rękach "zaparkowane".

I gdy spojrzę w górę
ujrzę uśmiechnięte Twe
Słodkie Usta Maleńkie.
Pocałunek na Twym brzuchu złożę
i przy tym się nie zarumienię,
tak jak Ty, gdy z dołu Cię ujrzę
w Twe Piękne Błyszczące Oczęta spojrzę.

I spojrzysz na wszystko z góry,
gdy będę Ci podporą
i wiem że choć duszę możesz mieć niepokorną,
to nie będziesz mi nigdy oporą, przeszkodą.

I powiem Ci, obiecuję,
że Ciebie nie zmienię,
lecz Świat dla Ciebie.
A sam patrzeć na Ciebie już będę
zawsze tak jak w tym momencie,
z tą samą Miłością -
Niezmiennie.

Re3n' back to eviL

Wykrzyczmy to tym, co usłyszeć mogą,
zróbmy wojnę tym, co nakryli się krwi togą,
niechaj uciekną ci, którzy się płoszą
pocieszmy tych co wykazali się trwogą
a choć im wielce piórka się stroszą
mają upaść ci, co jak pawie się noszą
dajmy pomoc tym, którzy o nią proszą
zedrzyjmy z szyj, każdą kolię drogą
my ugośćmy tych którzy nas zaproszą
tym którym będzie to niepotrzebną boleścią
uczyńmy tą lekcję kolejną wielce srogą
odpłaćmy tym, którzy nie tylko grożą
zabierzmy wszystko tym co sobie mamonę mnożą
ukażmy ją tym, co idą złą drogą


sobota, 18 czerwca 2016

yay.

I robię to znów,
chcę byś była tu,
opowiadaj, mów,
czekam na kilka słów,
trzymam bukiet róż,
usiądź obok, tu,
jak i ostatnio, znów
proszę, mnie skrusz.

I tak czekam na Ciebie,
patrząc w głąb siebie,
choć nie widzę tego na niebie,
chcę Cię mieć dla siebie,
myślę o tym gdy leżę,
tego uczucia nie zmierzę.

I znów nie radzę sobie,
lecz nadal myślę o Tobie,
zwłaszcza gdy czekam i stoję,
tym czekaniem się upoję.

piątek, 27 maja 2016

Tobą

Wiesz, martwię się o Ciebie, Martwię się wraz Tobą, 
Fascynuję się Tobą, 
Pragnę się martwić wraz z Tobą, 
Pragnę się martwić, co jest z Tobą, 
Gdy zasnę wraz z Tobą,
Chcę śnić, o tym co będę robić z Tobą. 
Tobą i tylko  Tobą, Tobą, Tobą, Tobą, Tobą. Tobą. Tobą! Tobą!
Bo wiesz, chcę być z Tobą, Uwierz, że nie ze samym sobą, 
Lecz z tą boską osobą, Nasze dusze żyć razem mogą 
Twe serce nie zetnie się Trwogą
I gdy się obudzisz, ruszysz ledwie nogą, Przytulę Cię całym sobą 
I wykrzyczę tym co usłyszeć mogą 
Że kocham być z Tobą
I miłości mej tyle, że podzielę się nią z tymi co całe dnie robią, 
Każdemu cząstkę wydzielę, temu co całe dnie pracuje, 
Każdemu co po dniu ze zmęczenia pada, a żona go masuje, 
I obiadem częstuje, by miał siłę wytrzymać kolejny ciężki dzień,
I tak wytrzymuje  każdy z nich,
z tych, ciężko pracujących,

Na lepsze życie, bezkompromisowo zasługujących.
Miłości mej tyle, że nie zliczysz ile, 
W tej liczbie zamknięte każde z Tobą chwile 
Te, dzięki którym przybieram na sile.

środa, 18 maja 2016

Tatuaż

Uważacie że haniebna jest ucieczka? Lecz jest ona czasem lepsza, niż odurzanie kwasem, albo kreska, a z tego powodu płynie często ta jedna łezka, a jest ucieczka często chwalebna.

To zrozumiała, niegdyś pewna małolata, na którą wiele strachu się składa, historia jej pokrótce nie może być opowiedziana i wkrótce gdy sprawę sobie ze swej beznadziejności zdała, sobie powiedziała "wrócę, choć pewnie nie mam dokąd udać się" i pojechała w nieznane i się udała, jej ta historia, na dobre wyjść miała, lecz podczas donikąd podróży przeszłości się nadal powoli pozbywała, a na swej drodze wiele ciekawych miejsc spotykała, lecz w kilku się odnajdywała i sobie powiedziała, za setnym jak i za pierwszym razem, że sobie da radę tym razem, choć "o ucieczce od bólu marzę, to się nie złamię tym razem, dobrze znów zdecyduję zarazem". Choć pełna strachu i tchórzostwa, to się nie poddawała i w tym, jej odwaga się ukrywała, którą na nowo odnajdywała, że wystarczyło gdy to miejsce ujrzała, zamiast uciekać, w miejscu stała i nawet nie rozmyślała, się temu poddawała i w tym jej prawdziwa Istota początek brała. Znowu wstąpiła do studia tatuażu, tak tylko, dla odwagi czy kurażu, stary naszyjnik ściskała, i sobie dla ułudy, czy mirażu, że jest znów w domu, wyobrażała. Ta dziewczyna, miała wiele tatuaży i przy każdym nowym, kolejny jej się marzył, tyle tatuaży ile razy od zła uciekała, ile razy dobre co do złego przeczucie miała. Z każdym kolejnym tatuażem bardziej odporna na lęk i strach się stawała, już się przed nikim bronić nie bała, na wiele spraw, zdanie własne miała, a przede wszystkim zrozumiała, że z każdą używką jakaś jej część ulatywała, że z każdą złą znajomością, jej osobowość i siebie pewność ulatywała, podczas gdy, teraz to ona na niebiosa wzlatywała.

Podczas podróży, czas się dłuży, wszystko nuży, a każdy zrozumieć musi, gdzie postawić granicę, gdzie zbuduje mur i stanicę, a nie odda się uściskom miraży, gdyż o szczęściu za nic, każdy marzy, lecz tak się nigdy nie zdarzy, że ktoś rozda całe swe szczęście, a na siebie nie zważy. Ponieważ nie wiesz czy okazja się znów nadarzy, chcesz próbować co Ci los podsunie, lecz tragedia się wydarzy, gdy myśleć przestaniesz i miast bólu tych tatuaży, nosić będziesz ból na ciele i twarzy, gdy nad Tobą Twe świetne sposoby na szczęście zapanują, to te igły, tylko Ci żyły rozprują, a świetne do wdychania i łykania środki, otumanią i otrują.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

cosik, znowu coś mi nie pasuje xD

Moja piękna, moja droga, po cóż smutki, czy udręka, mina sroga, żywot za krótki, by tracić blask Twego piękna.

Moja nowa wiedza, choć potrzebna, nie sprawiła, że Twa uroda uciekła, sprawa się zawiła, gdy Twa maska, choć na chwilę przekrzywiła, serce moje, niemoralnie pokrzepiła, adekwatnie, do myśli zmusiła, gdy Twoja obrona skrewiła, Twoją duszę odsłoniła, wiele spraw mi wyjaśniła, pomocy chęć odkryła, już czeka nie tylko mogiła, gdy Cię znowu ta myśl jedna dogoniła, w szpony śmierci pochwyciła.

Uwielbiam gdy ze mną rozmawiasz, Tyś jedna się nie obawiasz, co Ci odpowiem, choć Cię znam i wiele o Tobie wiem, choć mało ostatnio rozmawiam, to wiedz, że nadal się staram i mówię "proszę nie pękaj, męcz się i stękaj" nie mówię "nie potykaj" lecz "wstawaj" miłych słów już nie wymawiaj, całą sobą się wysławiaj, prawdziwym uczuciem i sobą się wsławiaj, gdy zechcesz idź lub stawaj, lecz nie zamartwiaj na zapas, i sobie wmawiaj, gdy goni Cię ta mara, że jest dobrze i z kolan wstawaj.

Nie masz pojęcia, jak wiele potrzeba, gdy serce mi pęka, by pisać te słowa, lecz wiedz, że gdy życie daje w kość Ci to śmiało się syp i składaj od nowa, bo najgorsza wtedy płynie Twa mowa, gdy nie chcesz się podnieść, by lęki i troski zgnieść, z powrotem unieść, miast strachu i bólu, radość i miłość nieść, by się z kolan unieść, by w sobie i swym sercu coś poza pustką mieć, bo gdy tak pusto, to jest smutno i  się dziwisz temu że te myśli same suną, nie czekaj aż myśli Ci rozwiązanie podsuną, gdyż one tylko Twą duszę skruszą.

czwartek, 31 marca 2016

Słowa I

Moja słodka czekoladko
Choć te słowa płyną gładko
To daj trochę kakao
Bo miłości mam mało
I pójdziemy na miasto
Kupię Ci czekoladowe ciasto

Choć mówisz o mnie głupek
To ja nie stoję jak ten słupek
Jak debil w miejscu
Nie stoję w Twym przejściu
I słyszę od Ciebie "to idiota"
Wiem, to uczuć słota

Jest dobrze, mówisz mocno
Ale widzę jak patrzysz w okno
Mówisz ta ściana jest zbyt twarda
I wola Twoja nie jest zbyt harda
I dlaczego na szczęście zamykasz drzwi
Proszę kumplu powiedz mi

Przyglądasz się wolnym mewom
W zamyśle patrząc na drzewo
Masz kakao pełen kubek
Wiesz że on pokona ten smutek
Życie swoje rozdrabniasz na mączkę
To materiał na długą książkę

niedziela, 6 marca 2016

Kurdebele...

Co się dzieje, nie widzisz mnie?
Rozejrzyj się, kto bardziej kocha Cię?!
Nie widzisz jak czekam i stoję,
O jutro, dla siebie się boję,
Chciałbym by tak wiele w Tobie
Jak najszybciej stało się tylko moje
Ale czemu popadasz w takie paranoje?
Wiedz, zaraz Ci zabronię, pogadamy, nie pozwolę!
Nie dam Ci tak upaść, o nie!

wtorek, 1 marca 2016

#gniewnie

Witaj, to oddech wspólny nasz, czekałem, wiesz? Rąk nie kitraj, co tam masz? Nic dla mnie, jak zwykle, kiedy to będzie sen nasz, upsssss, marzeń już styknie.

---------------------

I uwierz! Gdy widzę Twe ciało to mięknę, wiesz, to widzisz jak wzrok odwracam, albo jak wzdycham lecz nie stęknę, tylko  mocniej oddycham, nawet głosu nie wydam, to moja bojaźń, iż stracę Cię, to byłaby kaźń, tylko ta wybuchowa jaźń, dopiero, oto ja! Dopiero gdy pęknie bariera ta, ukaże się, poharatana twarz ma, przez pęknięcia maski, pokaleczona, wy nie doświadczyliście ni draski! Po ziemi moja twarz wleczona, jesteście powodem każdej kraksy życiowej mej, twarz za każdym razem leczona, za każdym razem gdy mi została potwarz rzucona. Lecz kolejna, dobrze wymierzona,  wszystko zmieniła, ona w końcu to uczyniła, maskę wykruszyła, kolejny raz mnie zniszczyła, lecz widzisz, że coś nowego obudziła, coś prastarego, na pozór martwego, nie ugnę więcej karku mego! Ta wiadomość zapewne Cię zdziwiła, wiele myśli wzbudziła. Wiedz że jest taka możliwość, choć się tego boję i na to czekam zarazem, być tak może, że w końcu pękłem, lecz własnego zła się nie ulęknę! Już przed wami nie westchnę, przed mą bae tylko klęknę, choć z czasem stale mięknę, to wcale się tym czasem nie męczę, nie male, za to, gniewnie o tym myślę, czy Ci zaproszenie wyślę, czy  niespodzianie odwiedzę i nie wiem sam co się wtedy stanie, niech każdy wie, że nikt, zwłaszcza kumple, nie ma prawa załatwiać mych spraw, nie ooo nieee, posłuchajcie mnie, ten kto dzierży miecz, musi wiedzieć, że działa on obosiecznie, tak więc gdy zamach wezmę, nie chcę trafić przyjaciela. Choć nadal leci do mnie a szydera, wiedz że teraz mnie ominie, się uchylę, po mnie to wszystko już tylko spłynie, ja już nie chybię, sarkazmu li ironii nie użyję, nie dla mnie wjazdy na czyjeś matki, się już nie odgryzę, tylko od razu uderzę, z wami się zmierzę, nie wierzycie we mnie, więc niech się to stanie, rozpocznie, wiedzcie że żaden Demon we mnie nie spocznie póki nie uzna, że otrzymał zadośćuczynienie, nie będzie to nijak chwalebne, wręcz przeciwnie, zgniję za to w piekle, lecz się cieszę, że mogę, to powiedzieć, Oni nie przeszkodzą już ani mnie, ani nie naprzykrzą Tobie, tak mocno kocham Cię, że nie utrzymasz tego w żadnym słowie, lecz gdy uwierzysz we mnie, otrzymasz dar Anielski, łamane przez Diabelski, zależnie z czyjego zesłania darowany, nieważne, liczy się, mój Aniele, że gdy powiesz me imię, poprzedzając je: "Mój Demonie", To własnym ciałem Cię przed każdym słowem, cierpieniem uchronię, na nic będą Niszczyciela moce, to jest, Ich nauczyciela. Widzisz Aniele, wtedy obudzisz radość i wolę życia w mym ciele, są głęboko ukryte, lecz Ty je  wydobędziesz i lubą mi będziesz i na tronie w naszym domu zasiądziesz, niczego się nie ulękniesz, radość nam będzie. Nagle wypełnia mnie radość wszędzie, wiedz że do snu utulę Cię, a to co w tym wszystkim jest złe, wyplenię, lepszym uczynię Twe życie.

Coś nowego ;-;

zastanawia mnie czy w takiej formie ma to wgl sens xd


=============================


Moja piękna, cześć i czołem, wiesz ta historia toczy się kołem, wstaję i upadam, z przegranymi idę pospołem i choć rady nie dam, to choć próbuję i stoję, wciąż je trzymam, kolejne nawet uroję sobie, nadzieje, wiesz czemu? Po temu, iż nadal mięknieję gdy przed Tobą stoję, wiedz że zawierzam Ci życie całe me swoje, tylko Tobie, przestanie być moje, a będzie Twoje, ciche zaklęcie, Ty się nie ważysz, ja je wypowiem, choć nie o tym marzysz, ja wiem.

-------------

I odważę się po raz drugi, to zostawi na mej twarzy bruzdy i smugi, ukradnę Im Cię, wezmę chrust i rozpalę ognisko, by było Ci ciepło, z modlitwą na ustach, by Ci serce zmiękło, by coś w nim pękło, w snach byś mnie z sobą ujrzała tam, by mnie opuścił ten przestrach, i znowu, bym wywołał u nich postrach, by ich od Ciebie wreszcie odpędzić, od Im podobnych, nie możesz się opędzić, nie będziesz się tym już martwić ni męczyć, to ja będę nad śledzeniem tej ścieżki ślęczyć, ten kwiat nigdy nie zwiędnie, za to rozkwitnie gdy klęknę, gdy się zmęczę, siebie znów zmienię, na Ciebie znów spojrzę i ujrzę jak... ufffff, ujrzę ten uśmiech i proszę nic nie mów, chwycę Twój tułów, złapię Cię w talii, choć mały i niski jestem, w zapachu konwalii, szczęśliwym będę, gdy uniosę Cię ponad siebie do światła gwiazd i ujrzysz świat cały, tylko po to by, zdobyć go w ramionach mych, nigdy nie ulegnę twarzom tym, choć pięknym i ponętnym, zarazem niezwykle groźnym i złym. Złapałaś mnie urokiem swym, uśmiechem tym ust Twych jakże pięknym. Nie bój się przyszłości, choć czeka nas w tym wiele radości i złości, w srebrnym do twarzy będzie Ci, przyjmij do wiadomości, że jak coś nie spodoba się mi, to tylko drobnostki. O Ciebie się martwię, że gdy na moment z objęć mych rąk wypuszczę, nie ujrzę Cię  i tylko już w piękne Twe słowa te wierzę, choć żalu mego nijak nie zmienię. Wciąż mijam tą scenę gdzie to wszystko zaczęło się, zostało samo wspomnienie i pytanie czy w samotności i Ty wspominasz mnie.

sobota, 13 lutego 2016

GNIEWNE TEKSTY POD PUBLICZKE KURNA

To się nie stało tak nagle,
Jakby się nie wydarzyło wcale,
Przygniata mnie to niemale,
Przypomina o sobie stale,
Zauważam, bolesne detale.
Bynajmniej chcę żyć,
Niech powie ktoś "RYCZ!".
Ja czuję tę smycz,
To mnie trzyma na uwięzi,
W ryzach, bynajmniej pieści,
Na nic, moje ryki i pieśni,
Na nic, krzyki i ból pięści.
Znów mi się nie szczęści,
Smutkowi i bólom oddaję cześć i
Rozbija mnie to na części.

Pierwsza przybyła,
Sprzeczne uczucia pogodziła.
Druga to skleiła
I Era Mroku nastąpiła.
Trzecia nie zwątpiła,
Ja uciekłem, nie ona zostawiła.
Czwarta, na mnie zła,
Na nogi postawiła, najlepiej pocieszyła,
to ona mnie odświeżyła, nie zmieniła,
Demona obudziła.
Piąta, od razu skrzywdziła,
Jest groźna, choć jej mina była miła.
Szósta przytuliła,
Na duchu podnosiła i "koniec z tym" zarządziła.
Siódma, to ona niestety wystąpiła,
Zmyliła, dla mnie jak cukierek i lalka, słodka i miła.

czwartek, 11 lutego 2016

Mój gniew/ Moja spowiedź

To dzieje się gdy, gdy myślę "my", ukrywam łzy, to "tylko Ty", to moje sny, w nich jesteśmy piękni, w nich nie ma stęknięć, brak jest pęknięć, mimo żem młody, to wiem, pięknaś jest, umrę raz, zabiję się pięć, podanego mnie masz, mi to Boże szczęść, że sprawę sobie zdasz, jak martwe słowa masz, jak jak na skroni pięść, mnie boli, gdy te słowa wypowiadasz, ręką mi nie machasz, czuję topór kata, mnie mijasz, wzrokiem martwym nie omijasz, życie tym wysysasz, nasyć tym się, ten spokój, którego nie cenisz, ja Cię tym błogosławię, ja wiem, Ty nigdy nie skrewisz, niezasłużenie i wielce Cię wielbię i sławię, oskarżają mnie o pomawianie, powolisię wykrwawię, powolne mnie zniesłwianie, choć to uczucie piękne, to tylko wpychanie mi w banię, tego od czego stronię, zastępują, tp na czym stoję, boję się, co się stanie, zastępują chłamem to od czego strony nie stronię, to uczucia prawdziwe moje, nigdy pragnienia, Ciebie nie doświadczą, nie będą Twoje, dąsy i fochy, masz mnie w nosie, starając się, doświadczam pustki, nie widzisz jakie kładę pokłosie, choć nie jestem czyściutki jak dusza moja, to ją , wbrew Tobie, przyciąga Twoją, stoisz przy życia krośnie , samotnie stoję i walczę, to nie ta ścieżka, nie potrzebuję pomocy, by jak Mety kreska wejść w obieg, choć idzie mi to opornie, to opowiem Ci, że możesz przyjść do mnie i zdradzić to mi, przytulić się, wyznam wierność Ci, lecz wiem że to mierność, ż tego uczucia doświadczam suszy, wybrałaś tego co nie ma duszy, poświadczam, ze nie idę do pracy, jką ma koniuszy, myśląc o Tobie gdy, Ciebie wyobrażam sobie, to choć wykraczam poza siebie i stoję wsparty o pustkę, choć marnieję to stoję i jak te pergaminu zwoje starożytne, nadal trwam i nabieram wartości w tym piekle, jak w piecu bochenki żytnie, ja tu nadal stoję, wiedz że przyjdę, po to co w Tobie , należy do mnie, tak wmawiam sobie i nadal stoję, gdy dociera do mnie, jak to spaliłem, się spóźniłem i szansę straciłem, gdy jeszcze radośc dziecka nosiłem, to tylko wspomnienie, które przeminie, gdy okres czasu ten minie, gdy zmęczysz mnie, gdy umrę, tylko wtedy spokoju doświadczę i przyrzekam na matkę, nie ujrzysz momentu jak się poddaję, nie dopuszczę do siebie gdy wstanę, mnie zechcesz, wtedy gdy ręka juz z obojętności nie machniesz, gdy jak płomień świecy to Ty zapłoniesz, gdy mnie w pełni zdmuchniesz, nie dowiesz się, jak krzywdzisz gdy nie zwracasz uwagi i wiedz, że to sprawa była największej wagi, (nie) uśmiecham się, już spłynęło wraz z deszczem łez i wiedz że też, możesz mieć co chcesz, mówić co i kiedy zapragniesz, czekam aż coś mi wygarniesz, lecz nie zwracasz uwagi, nie dotykasz tej karnej lagi, sprawiasz ból, który jest mój i Ty na to  patrz i stój ile robisz obojętnością, wykrzyczę to mym włościom, gdy będę musiał o Tobie mówić w mym sercu gościom, znanym jako myśli, jak i złościom i świadomością, życia chęcią, choć mówię to z niechęcią to stanę prosto, podniosę się i spojrzę w oczy Twe, rozbudzę je, zbudzę ze snu, spojrzysz w me, a ja powiem mu jaki w nich ogień zapłonął , by pilnował by ten czasem nie spłonął, choć się z tym nie zgodzę, to tego prawa nie pogwałcę, choć to smutne to Cię zostawię, lecz wpierw, swe żale wytłumaczę, włosy me zmierzw gdy Ci się zwierzę, jak przed swym życiem dzikie zwierzę, gdyż nadal wierzę w odmianę losu, lecz wiedz, że w inne ręcę się oddaję, wcale nie na przechowanie, lecz na zawsze, tylko ja tracę.