To się nie stało tak nagle,
Jakby się nie wydarzyło wcale,
Przygniata mnie to niemale,
Przypomina o sobie stale,
Zauważam, bolesne detale.
Bynajmniej chcę żyć,
Niech powie ktoś "RYCZ!".
Ja czuję tę smycz,
To mnie trzyma na uwięzi,
W ryzach, bynajmniej pieści,
Na nic, moje ryki i pieśni,
Na nic, krzyki i ból pięści.
Znów mi się nie szczęści,
Smutkowi i bólom oddaję cześć i
Rozbija mnie to na części.
Pierwsza przybyła,
Sprzeczne uczucia pogodziła.
Druga to skleiła
I Era Mroku nastąpiła.
Trzecia nie zwątpiła,
Ja uciekłem, nie ona zostawiła.
Czwarta, na mnie zła,
Na nogi postawiła, najlepiej pocieszyła,
to ona mnie odświeżyła, nie zmieniła,
Demona obudziła.
Piąta, od razu skrzywdziła,
Jest groźna, choć jej mina była miła.
Szósta przytuliła,
Na duchu podnosiła i "koniec z tym" zarządziła.
Siódma, to ona niestety wystąpiła,
Zmyliła, dla mnie jak cukierek i lalka, słodka i miła.
sobota, 13 lutego 2016
czwartek, 11 lutego 2016
Mój gniew/ Moja spowiedź
To dzieje się gdy, gdy myślę "my", ukrywam łzy, to "tylko Ty", to moje sny, w nich jesteśmy piękni, w nich nie ma stęknięć, brak jest pęknięć, mimo żem młody, to wiem, pięknaś jest, umrę raz, zabiję się pięć, podanego mnie masz, mi to Boże szczęść, że sprawę sobie zdasz, jak martwe słowa masz, jak jak na skroni pięść, mnie boli, gdy te słowa wypowiadasz, ręką mi nie machasz, czuję topór kata, mnie mijasz, wzrokiem martwym nie omijasz, życie tym wysysasz, nasyć tym się, ten spokój, którego nie cenisz, ja Cię tym błogosławię, ja wiem, Ty nigdy nie skrewisz, niezasłużenie i wielce Cię wielbię i sławię, oskarżają mnie o pomawianie, powolisię wykrwawię, powolne mnie zniesłwianie, choć to uczucie piękne, to tylko wpychanie mi w banię, tego od czego stronię, zastępują, tp na czym stoję, boję się, co się stanie, zastępują chłamem to od czego strony nie stronię, to uczucia prawdziwe moje, nigdy pragnienia, Ciebie nie doświadczą, nie będą Twoje, dąsy i fochy, masz mnie w nosie, starając się, doświadczam pustki, nie widzisz jakie kładę pokłosie, choć nie jestem czyściutki jak dusza moja, to ją , wbrew Tobie, przyciąga Twoją, stoisz przy życia krośnie , samotnie stoję i walczę, to nie ta ścieżka, nie potrzebuję pomocy, by jak Mety kreska wejść w obieg, choć idzie mi to opornie, to opowiem Ci, że możesz przyjść do mnie i zdradzić to mi, przytulić się, wyznam wierność Ci, lecz wiem że to mierność, ż tego uczucia doświadczam suszy, wybrałaś tego co nie ma duszy, poświadczam, ze nie idę do pracy, jką ma koniuszy, myśląc o Tobie gdy, Ciebie wyobrażam sobie, to choć wykraczam poza siebie i stoję wsparty o pustkę, choć marnieję to stoję i jak te pergaminu zwoje starożytne, nadal trwam i nabieram wartości w tym piekle, jak w piecu bochenki żytnie, ja tu nadal stoję, wiedz że przyjdę, po to co w Tobie , należy do mnie, tak wmawiam sobie i nadal stoję, gdy dociera do mnie, jak to spaliłem, się spóźniłem i szansę straciłem, gdy jeszcze radośc dziecka nosiłem, to tylko wspomnienie, które przeminie, gdy okres czasu ten minie, gdy zmęczysz mnie, gdy umrę, tylko wtedy spokoju doświadczę i przyrzekam na matkę, nie ujrzysz momentu jak się poddaję, nie dopuszczę do siebie gdy wstanę, mnie zechcesz, wtedy gdy ręka juz z obojętności nie machniesz, gdy jak płomień świecy to Ty zapłoniesz, gdy mnie w pełni zdmuchniesz, nie dowiesz się, jak krzywdzisz gdy nie zwracasz uwagi i wiedz, że to sprawa była największej wagi, (nie) uśmiecham się, już spłynęło wraz z deszczem łez i wiedz że też, możesz mieć co chcesz, mówić co i kiedy zapragniesz, czekam aż coś mi wygarniesz, lecz nie zwracasz uwagi, nie dotykasz tej karnej lagi, sprawiasz ból, który jest mój i Ty na to patrz i stój ile robisz obojętnością, wykrzyczę to mym włościom, gdy będę musiał o Tobie mówić w mym sercu gościom, znanym jako myśli, jak i złościom i świadomością, życia chęcią, choć mówię to z niechęcią to stanę prosto, podniosę się i spojrzę w oczy Twe, rozbudzę je, zbudzę ze snu, spojrzysz w me, a ja powiem mu jaki w nich ogień zapłonął , by pilnował by ten czasem nie spłonął, choć się z tym nie zgodzę, to tego prawa nie pogwałcę, choć to smutne to Cię zostawię, lecz wpierw, swe żale wytłumaczę, włosy me zmierzw gdy Ci się zwierzę, jak przed swym życiem dzikie zwierzę, gdyż nadal wierzę w odmianę losu, lecz wiedz, że w inne ręcę się oddaję, wcale nie na przechowanie, lecz na zawsze, tylko ja tracę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)