Była druga w nocy kiedy się obudził. Czuł niepokój. Nie wiedział z jakiego powodu. Przetarł oczy i uświadomił sobie ważną rzecz. Otóż oprócz własnych myśli, w głowie "słyszał" "Fatum". Natychmiast wstał, ubrał się i wybiegł z mieszkania. Natychmiast skierował się do wind i wsiadając wcisnął guzik z numerem jedenaście. Nerwowo stukał palcami w udo, kiedy winda powoli jechała w górę.
Już na górze, zrobił dwa kroki od windy i zza rogu korytarza wybiegły dwie kobiety, obie wyższe od Tosa. Blondynka w spódniczce, której jedynym jasnym elementem ubioru była niebieska koszulka, cała reszta była czarna, natomiast jej towarzyszka, brunetka o szarych oczach, miała na sobie białą koszulkę i szary dres.
- Co jest Fate? - spytał Tos.
- Chodzi o Spoonera - powiedziała blondynka, spoglądając ukradkiem swoimi zielonymi oczami na towarzyszkę.
- Amelia... - wystękał Tos, kiedy ta z niewzruszonym wzrokiem i twardą ręką pociągnęła go z powrotem do windy za kołnierz koszuli.
- Fate zobaczyła że Spoon ma kłopoty - Tos jakoś wyrwał się szarookiej i odzyskał równowagę, ręka jej się delikatnie rozluźniła kiedy powiedziała "ma kłopoty" - Przecież wiesz jaką ma pracę! - podniosła głos, jakby coś się stało z winy Tosa.
- Taa, ale... - zaczął nasz bohater.
- Idziemy do Ushera - przerwała mu Amelia.
Fate wcisnęła w windzie guzik z numerem dwa. Tos zastanawiał się, co się musi dziać, że Amelia chce pomocy akurat od Ushera. Wolał jednak nie dopytywać, kiedy widział jak cicha przy Amelii jest Fate.
Zaraz przy wyjściu od windy czekał już wysoki, szeroki w barach mężczyzna o krótko ściętych, czarnych włosach.
Ledwo zdążyli wyjść z windy a Amelia już wypaliła:
- Spooner ma kłopoty - po czym rozłożyła ręce i położyła je pomiędzy łopatkami swoich towarzyszy.
- To lecim - powiedział po czym położył dłonie na barkach Fatum i Tosa.
Obserwator uważałby że zniknęli w podmuchu wiatru, im jednak wydawało się jakby wszystko zwolniło, wraz z nimi. W rzeczywistości przechodzili z wnętrza Karety, do punktu docelowego, czyli gdzieś w pobliże Spoonera. W momencie kiedy zniknęli z Karety Usher złapał się za głowę, lecz jego ręce kilka centymetrów od twarzy wyraźnie zwolniły, wszystkie ich ruchy były bardzo spowolnione, więc Usher opadł na kolana bardzo powoli. "Skoki" w tej przestrzeni bardzo go męczyły, a miejsce w którym się znaleźli, nie było dokładnie określone, wiadomo jednak że każdy tam widzi siebie i towarzyszy, porusza się powoli i wydaje mu się jakby poza tym nic nie istniało.
Tos złapał koszulę i zaczął ją z siebie zdejmować, złapał na środku a guziki same się odpinały, odrzucił ją do tyłu i zrzucił z pleców. Natychmiast zaczął się zmieniać.
W następnej chwili znajdowali się w hangarze pełnym tekturowych pudeł oraz drewnianych, metalowych skrzyń i kontenerów. Naprzeciw nim stała ściana kontenerów. Przed nimi, niecały metr od przejścia pomiędzy kontenerami, na ziemi siedziało coś co kształtem przypominało człowieka, lecz było grubsze, większe, błyszczącoszare, miało bardziej szponiasto zakończone palce, w miejscu ust widoczna była szczęka, a nad nią dwa otwory do oddychania, po bokach głowy w miejscu uszu znajdowało się wiele drobnych szczelin, ułożonych w drobną siatkę. Ta postać miała czarne błyszczące oczy, osadzone w otworach tej czaszki za przezroczystą powłoką, przypominającą szkło, oczy te patrzyły bez mrugania. To był Spooner i jego pancerz zewnętrzny. Mierzył dobre dwa metry i właśnie uniósł palec do ust, nakazując ciszę. Strasznie to wyglądało w tych okolicznościach.
Usher nadal klęczał, trzymając się za głowę, oczy miał zamknięte, z nosa pociekła mu strużka krwi.
W przejściu pojawił się człowiek z karabinem kałasznikowa w rękach. Poderwał go lekko do góry, na co przybyli podnieśli ręce. Oczy Fate pokryły się bielmem, Amelia spojrzała w oczy napastnika, Fate opuściła prawą rękę kilka centymetrów, po czym ją podniosła. Tos zatupał o ziemię i załopotał skrzydłami. Idący przez przejście wyglądał jakby chciał się skulić i chwycić mocniej karabin, ale się rozmyślił i to zlekceważył. Dało to chwilę Spoonerowi, aby wstał i ustawił się, dotykając plecami kontenera, pół kroku od przejścia, na lewo od strony napastnika, obserwował przybyłą czwórkę.
Napastnik miał już wyjść za kontener, kiedy Fate spojrzała na prawo, od strony napastnika i kiwnęła głową, napastnik z niewiadomego powodu spojrzał prosto w oczy Amelii, która natychmiast ustawiła się tak samo jak on i zrobiła dwa kroki do przodu obracając się w prawo. Człowiek stojący w przejściu wykonał ten sam ruch co Amelia i w tym samym momencie co ona. Próbował się odwrócić w lewo zamiast w prawo, ale Amelia napięła mięśnie i zamknęła oczy, po czym wykonała ruch rzucania czymś w ziemię. Napastnik trzęsąc się także powoli opuścił i rzucił karabin na ziemię. Spooner złapał go od tyłu za twarz i lewą rękę, przyciągnął go do siebie. Reszta już swobodnie podeszła do szarpiących się. Wróg próbował ugryźć Spoona w palce, ale zrezygnował kiedy poczuł ze są niezwykle twarde.
Spooner złapał napastnika za nadgarstki, podciął kostki, a kiedy tamten upadł, oplótł go nogami w pasie i rozłożył ręce na boki, zaciskając mocno dłonie. Ten unieruchomiony próbował się wyrwać, ale tak samo dobrze mógłby być zakuty w kamieniu, nic te szarpania nie dały. Zacisnął dłonie i je rozluźnił, spomiędzy palców wystrzeliły płomyki, muskając palce Spoonera i wchodząc między jego palce, ale kiedy nic to nie dało przestał się szarpać i spuścił głowę.
Cała grupka podeszła do unieruchomionego napastnika, Fate złapała go za brodę i lekko podniosła, patrząc tamtemu prosto w oczy, na co tamten rozpaczliwie próbował patrzeć gdziekolwiek indziej.
- Poczekaj, - powiedział Usher, łapiąc Fate za ramię - ja spróbuję. - Spojrzał na tamtego wyciągając w jego kierunku otwartą dłoń, powoli zbliżając palce do siebie. Tamten poruszył się niespokojnie, na co Usher gwałtownie rozcapierzył palce i uderzył go lekko w czoło, co spowodowało że uderzony odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy i rozluźniając się całkowicie. Spooner go puścił i położył, już delikatnie, na podłodze. Spojrzał na Amelię.
- Ame... - zaczął stłumionym, charczącym głosem, rozchylając "szczękę". Brzmiał jakby dawno nic nie powiedział, a w jego głosie był dźwięk podobny do ścierania czegoś papierem ściernym
Nie dokończył przez adresatkę niedopowiedzianej kwestii. Podeszła i pchnęła go w tył.
- Co Ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęła, po czym opamiętała się. Później pokrzyczę, pomyślała. - Czemu mi nie powiedziałeś, że tu idziesz? Oszczędziłbyś sporo czasu!
- Myślałem że wystarczę. - powiedział powoli, tym strasznym głosem, po czym wplótł w głos, naprawdę ciężką do wychwycenia, nutkę rozbawienia - W końcu z Tobą daję radę, nawet kie...
Czarnowłosa nawet nie mrugnęła, kiedy wymierzyła Spoonowi policzek. Ten z kolei odsunął się od niej i opuścił głowę. Podeszła, złapała go za ramię i popchnęła, znowu i nadal niezbyt delikatnie, w stronę kontenerów. Kazała mu prowadzić do tych... Nastąpiło tutaj kilka słów niewartych powtórzenia. Na co nasz opancerzony kością, grzecznie się odwrócił i poprowadził korytarzem między zawartością hangaru do miejsca gdzie leżało czterech nieprzytomnych ludzi, z czego jeden siedział oparty o ścianę. Tos i Usher spojrzeli po sobie.
- Tak właściwie - zaczął ten drugi - to czego dotyczy Twoja misja?
Spooner nie odpowiedział, tylko pokazał siedzącego i wyciągnął ręce wprzód, krzyżując je w nadgarstkach.
Fate razem z Amelią zaczęły w tym czasie zbierać leżącą na ziemi broń. Dwa noże, karabin, cztery pistolety i kij baseballowy. Wzięły po nożu i pistolecie, resztę dały chłopakom do podziału.
- Miałeś więcej celów? - spytała niepewnie blondynka.
Znowu nie odpowiedział. wskazał tylko jedną ze skrzyń, która sprawiała wrażenie, jakby ktoś uderzał w nią młotem. uderzył pięścią w dłoń, wyciągnął dłoń w stronę skrzyni, złapał powietrze palcem wskazującym i kciukiem, schował delikatnie do kieszeni.
Tos bezceremonialnie wziął kij baseballowy i zaczął uderzać skrzynię. Po czwartym uderzeniu wyjął z niej metalowe pudełko o misternych, acz subtelnych wzorach zdobień.
- Masz klucz? - spytał, spoglądając na Spoona. Ten wskazał puzdro, podrywając lekko głowę, Hohenheim pokiwał głową, na co złapał coś w powietrzu, wykonał gest, jakby otwierał to coś kluczem i otwierając wieko, wyciągnął ze środka kolejne coś, tym razem wykonał gest rozchylania wachlarza, po czym chwycił za niego, nadal go trzymając, drugą ręką jakby rzucił kartę na stół. - Świetnie. - skomentował Tos - Ale nie wiesz kto go ma?
Zaprzeczenie. Usher wziął puzdro i obejrzał.
- Skąd tutaj metal z Dastanu?
- Skąd wiesz, że... - zaczęła Fate, ale Ush podstawił jej puzdro pod nos.
- Widzisz te zdobienia? Zapamiętaj ten wzór na rogu wieka. Takie robi się tylko w kilku miejscach i to tylko w Dastanie.
- Dobra, wierzę. Może już się zwiniemy?
- Nie ma bata. - odpowiedział od razu.
- Przecież już odpocząłeś po ostatnim! Możesz już chyba Skoczyć z powrotem! No chyba, że... - nikt nie dowiedział się niestety co miała na myśli Amelia, wtrącając się do rozmowy. Przerwała, kiedy spojrzała na twarz Usha.
- Jest nas zbyt wielu, a nie mam zamiaru nikogo tutaj zostawiać. Z resztą, nie wiem gdzie jesteśmy... - dokończył obracając się w stronę Spoonera.
Na co ten wskazał na widoczne stąd drzwi hangaru i zrobił kilka kroków w miejscu. Potem rozejrzał się dookoła, poderwał lekko głowę do góry, złapał powietrze, niczym kierownicę, potem potupał delikatnie w miejscu, spojrzał na zegarek. Wskazał na siebie, po czym pokazał wnętrze hangaru, zebrał ręce na klatce, po czym wyrzucił je energicznie na boki, zapiął kilka niewidzialnych guzików, niewidzialnej koszuli. Tos spojrzał na na jego lewy goleń, widniała na nim siatka gęsta pęknięć, a nawet w jednym miejscu wykruszyła się zewnętrzna warstwa pancerza, ujawniając unerwioną część pancerza, wyglądającą trochę jak świeża skóra, po oparzeniu.
- Może z To... - zaczął.
- Ja pójdę. Nie protestuj! Nogę i tak będziesz mieć stłuczoną. - przerwała mu Amelia.
-------~---*-~---~-*-~---~-*---~-------
Tos, Fate i Usher, siedząc w Jeepie, stojącym przed hangarem, najpierw usłyszeli kilka stłumionych uderzeń. Nie mogli widzieć, jak Amelia ogląda i układa ubrania Spoonera, w miejscu w którym się Zmienił przed akcją, kiedy ten uderzał coraz wścieklej w kontener. Po szóstym uderzeniu padł na kolana, a Amelia do niego podeszła.
W aucie usłyszeli krzyk. Pełen bólu. Rozdzierający. Zdzierający gardło.
- Boże, już zapomniałam jak go to boli. - powiedziała Fate łamiącym się głosem.
- Ja... też... - dodał Usher chowając twarz w dłonie.
- Dlatego lubi pracować sam... - powiedział cicho, prawie szeptem Tos.
Nie mogli tego widzieć. Amelia wtulała klatkę Spoona i jego głowę, w siebie, tak mocno jak mogła. Przykryła go jego koszulką od pępka, do kolan. Wszystko to wyglądało jakby dosłownie wchłaniał w siebie pancerz. Tylko strasznie się rzucał. Kiedy pancerz zszedł z jego twarzy, zacisnął z całej siły zęby i grymas bólu objął jego twarz. Cały czas wydawał z siebie cichy, warczący dźwięk, połączony z czymś, co przypominało dwie obcierające się o siebie betonowe płyty. Kiedy pancerz zaczął znikać z jego gardła, dźwięk zaczął nabierać na sile. W momencie kiedy cała jego szyja była już wolna, rozpętał się szalony koncert. przez chwilę tylko wył, kiedy po kilku sekundach uspokoił lekko wycie, zaczął krzyczeć. Po policzku zaczęły mu spływać łzy. Amelia objęła jego klatkę udami, położyła mu goleń na miednicy. objęła jego barki, złapała jedną ręką za łopatki, drugą za tył jego głowy, po czym wtuliła ją w swoją klatkę, żeby choć trochę stłumić krzyk. Delikatnie mierzwiła mu włosy.
- Ćśśśśśśśśś... Przecież wytrzymasz... Ćśśśśśśś... dasz radę... - mówiła z przyzwyczajenia, wiedziała przecież, że to i tak nic nie pomaga. Zareagował na to tylko mocniejszym przytuleniem się.
-Ami... - wychrypiał tylko , kiedy już się pozbył pancerza, została mu tylko jednolita, szara płytka na lewym goleniu - pomóż... się ubrać...
Już na górze, zrobił dwa kroki od windy i zza rogu korytarza wybiegły dwie kobiety, obie wyższe od Tosa. Blondynka w spódniczce, której jedynym jasnym elementem ubioru była niebieska koszulka, cała reszta była czarna, natomiast jej towarzyszka, brunetka o szarych oczach, miała na sobie białą koszulkę i szary dres.
- Co jest Fate? - spytał Tos.
- Chodzi o Spoonera - powiedziała blondynka, spoglądając ukradkiem swoimi zielonymi oczami na towarzyszkę.
- Amelia... - wystękał Tos, kiedy ta z niewzruszonym wzrokiem i twardą ręką pociągnęła go z powrotem do windy za kołnierz koszuli.
- Fate zobaczyła że Spoon ma kłopoty - Tos jakoś wyrwał się szarookiej i odzyskał równowagę, ręka jej się delikatnie rozluźniła kiedy powiedziała "ma kłopoty" - Przecież wiesz jaką ma pracę! - podniosła głos, jakby coś się stało z winy Tosa.
- Taa, ale... - zaczął nasz bohater.
- Idziemy do Ushera - przerwała mu Amelia.
Fate wcisnęła w windzie guzik z numerem dwa. Tos zastanawiał się, co się musi dziać, że Amelia chce pomocy akurat od Ushera. Wolał jednak nie dopytywać, kiedy widział jak cicha przy Amelii jest Fate.
Zaraz przy wyjściu od windy czekał już wysoki, szeroki w barach mężczyzna o krótko ściętych, czarnych włosach.
Ledwo zdążyli wyjść z windy a Amelia już wypaliła:
- Spooner ma kłopoty - po czym rozłożyła ręce i położyła je pomiędzy łopatkami swoich towarzyszy.
- To lecim - powiedział po czym położył dłonie na barkach Fatum i Tosa.
Obserwator uważałby że zniknęli w podmuchu wiatru, im jednak wydawało się jakby wszystko zwolniło, wraz z nimi. W rzeczywistości przechodzili z wnętrza Karety, do punktu docelowego, czyli gdzieś w pobliże Spoonera. W momencie kiedy zniknęli z Karety Usher złapał się za głowę, lecz jego ręce kilka centymetrów od twarzy wyraźnie zwolniły, wszystkie ich ruchy były bardzo spowolnione, więc Usher opadł na kolana bardzo powoli. "Skoki" w tej przestrzeni bardzo go męczyły, a miejsce w którym się znaleźli, nie było dokładnie określone, wiadomo jednak że każdy tam widzi siebie i towarzyszy, porusza się powoli i wydaje mu się jakby poza tym nic nie istniało.
Tos złapał koszulę i zaczął ją z siebie zdejmować, złapał na środku a guziki same się odpinały, odrzucił ją do tyłu i zrzucił z pleców. Natychmiast zaczął się zmieniać.
W następnej chwili znajdowali się w hangarze pełnym tekturowych pudeł oraz drewnianych, metalowych skrzyń i kontenerów. Naprzeciw nim stała ściana kontenerów. Przed nimi, niecały metr od przejścia pomiędzy kontenerami, na ziemi siedziało coś co kształtem przypominało człowieka, lecz było grubsze, większe, błyszczącoszare, miało bardziej szponiasto zakończone palce, w miejscu ust widoczna była szczęka, a nad nią dwa otwory do oddychania, po bokach głowy w miejscu uszu znajdowało się wiele drobnych szczelin, ułożonych w drobną siatkę. Ta postać miała czarne błyszczące oczy, osadzone w otworach tej czaszki za przezroczystą powłoką, przypominającą szkło, oczy te patrzyły bez mrugania. To był Spooner i jego pancerz zewnętrzny. Mierzył dobre dwa metry i właśnie uniósł palec do ust, nakazując ciszę. Strasznie to wyglądało w tych okolicznościach.
Usher nadal klęczał, trzymając się za głowę, oczy miał zamknięte, z nosa pociekła mu strużka krwi.
W przejściu pojawił się człowiek z karabinem kałasznikowa w rękach. Poderwał go lekko do góry, na co przybyli podnieśli ręce. Oczy Fate pokryły się bielmem, Amelia spojrzała w oczy napastnika, Fate opuściła prawą rękę kilka centymetrów, po czym ją podniosła. Tos zatupał o ziemię i załopotał skrzydłami. Idący przez przejście wyglądał jakby chciał się skulić i chwycić mocniej karabin, ale się rozmyślił i to zlekceważył. Dało to chwilę Spoonerowi, aby wstał i ustawił się, dotykając plecami kontenera, pół kroku od przejścia, na lewo od strony napastnika, obserwował przybyłą czwórkę.
Napastnik miał już wyjść za kontener, kiedy Fate spojrzała na prawo, od strony napastnika i kiwnęła głową, napastnik z niewiadomego powodu spojrzał prosto w oczy Amelii, która natychmiast ustawiła się tak samo jak on i zrobiła dwa kroki do przodu obracając się w prawo. Człowiek stojący w przejściu wykonał ten sam ruch co Amelia i w tym samym momencie co ona. Próbował się odwrócić w lewo zamiast w prawo, ale Amelia napięła mięśnie i zamknęła oczy, po czym wykonała ruch rzucania czymś w ziemię. Napastnik trzęsąc się także powoli opuścił i rzucił karabin na ziemię. Spooner złapał go od tyłu za twarz i lewą rękę, przyciągnął go do siebie. Reszta już swobodnie podeszła do szarpiących się. Wróg próbował ugryźć Spoona w palce, ale zrezygnował kiedy poczuł ze są niezwykle twarde.
Spooner złapał napastnika za nadgarstki, podciął kostki, a kiedy tamten upadł, oplótł go nogami w pasie i rozłożył ręce na boki, zaciskając mocno dłonie. Ten unieruchomiony próbował się wyrwać, ale tak samo dobrze mógłby być zakuty w kamieniu, nic te szarpania nie dały. Zacisnął dłonie i je rozluźnił, spomiędzy palców wystrzeliły płomyki, muskając palce Spoonera i wchodząc między jego palce, ale kiedy nic to nie dało przestał się szarpać i spuścił głowę.
Cała grupka podeszła do unieruchomionego napastnika, Fate złapała go za brodę i lekko podniosła, patrząc tamtemu prosto w oczy, na co tamten rozpaczliwie próbował patrzeć gdziekolwiek indziej.
- Poczekaj, - powiedział Usher, łapiąc Fate za ramię - ja spróbuję. - Spojrzał na tamtego wyciągając w jego kierunku otwartą dłoń, powoli zbliżając palce do siebie. Tamten poruszył się niespokojnie, na co Usher gwałtownie rozcapierzył palce i uderzył go lekko w czoło, co spowodowało że uderzony odchylił głowę do tyłu, zamykając oczy i rozluźniając się całkowicie. Spooner go puścił i położył, już delikatnie, na podłodze. Spojrzał na Amelię.
- Ame... - zaczął stłumionym, charczącym głosem, rozchylając "szczękę". Brzmiał jakby dawno nic nie powiedział, a w jego głosie był dźwięk podobny do ścierania czegoś papierem ściernym
Nie dokończył przez adresatkę niedopowiedzianej kwestii. Podeszła i pchnęła go w tył.
- Co Ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęła, po czym opamiętała się. Później pokrzyczę, pomyślała. - Czemu mi nie powiedziałeś, że tu idziesz? Oszczędziłbyś sporo czasu!
- Myślałem że wystarczę. - powiedział powoli, tym strasznym głosem, po czym wplótł w głos, naprawdę ciężką do wychwycenia, nutkę rozbawienia - W końcu z Tobą daję radę, nawet kie...
Czarnowłosa nawet nie mrugnęła, kiedy wymierzyła Spoonowi policzek. Ten z kolei odsunął się od niej i opuścił głowę. Podeszła, złapała go za ramię i popchnęła, znowu i nadal niezbyt delikatnie, w stronę kontenerów. Kazała mu prowadzić do tych... Nastąpiło tutaj kilka słów niewartych powtórzenia. Na co nasz opancerzony kością, grzecznie się odwrócił i poprowadził korytarzem między zawartością hangaru do miejsca gdzie leżało czterech nieprzytomnych ludzi, z czego jeden siedział oparty o ścianę. Tos i Usher spojrzeli po sobie.
- Tak właściwie - zaczął ten drugi - to czego dotyczy Twoja misja?
Spooner nie odpowiedział, tylko pokazał siedzącego i wyciągnął ręce wprzód, krzyżując je w nadgarstkach.
Fate razem z Amelią zaczęły w tym czasie zbierać leżącą na ziemi broń. Dwa noże, karabin, cztery pistolety i kij baseballowy. Wzięły po nożu i pistolecie, resztę dały chłopakom do podziału.
- Miałeś więcej celów? - spytała niepewnie blondynka.
Znowu nie odpowiedział. wskazał tylko jedną ze skrzyń, która sprawiała wrażenie, jakby ktoś uderzał w nią młotem. uderzył pięścią w dłoń, wyciągnął dłoń w stronę skrzyni, złapał powietrze palcem wskazującym i kciukiem, schował delikatnie do kieszeni.
Tos bezceremonialnie wziął kij baseballowy i zaczął uderzać skrzynię. Po czwartym uderzeniu wyjął z niej metalowe pudełko o misternych, acz subtelnych wzorach zdobień.
- Masz klucz? - spytał, spoglądając na Spoona. Ten wskazał puzdro, podrywając lekko głowę, Hohenheim pokiwał głową, na co złapał coś w powietrzu, wykonał gest, jakby otwierał to coś kluczem i otwierając wieko, wyciągnął ze środka kolejne coś, tym razem wykonał gest rozchylania wachlarza, po czym chwycił za niego, nadal go trzymając, drugą ręką jakby rzucił kartę na stół. - Świetnie. - skomentował Tos - Ale nie wiesz kto go ma?
Zaprzeczenie. Usher wziął puzdro i obejrzał.
- Skąd tutaj metal z Dastanu?
- Skąd wiesz, że... - zaczęła Fate, ale Ush podstawił jej puzdro pod nos.
- Widzisz te zdobienia? Zapamiętaj ten wzór na rogu wieka. Takie robi się tylko w kilku miejscach i to tylko w Dastanie.
- Dobra, wierzę. Może już się zwiniemy?
- Nie ma bata. - odpowiedział od razu.
- Przecież już odpocząłeś po ostatnim! Możesz już chyba Skoczyć z powrotem! No chyba, że... - nikt nie dowiedział się niestety co miała na myśli Amelia, wtrącając się do rozmowy. Przerwała, kiedy spojrzała na twarz Usha.
- Jest nas zbyt wielu, a nie mam zamiaru nikogo tutaj zostawiać. Z resztą, nie wiem gdzie jesteśmy... - dokończył obracając się w stronę Spoonera.
Na co ten wskazał na widoczne stąd drzwi hangaru i zrobił kilka kroków w miejscu. Potem rozejrzał się dookoła, poderwał lekko głowę do góry, złapał powietrze, niczym kierownicę, potem potupał delikatnie w miejscu, spojrzał na zegarek. Wskazał na siebie, po czym pokazał wnętrze hangaru, zebrał ręce na klatce, po czym wyrzucił je energicznie na boki, zapiął kilka niewidzialnych guzików, niewidzialnej koszuli. Tos spojrzał na na jego lewy goleń, widniała na nim siatka gęsta pęknięć, a nawet w jednym miejscu wykruszyła się zewnętrzna warstwa pancerza, ujawniając unerwioną część pancerza, wyglądającą trochę jak świeża skóra, po oparzeniu.
- Może z To... - zaczął.
- Ja pójdę. Nie protestuj! Nogę i tak będziesz mieć stłuczoną. - przerwała mu Amelia.
-------~---*-~---~-*-~---~-*---~-------
Tos, Fate i Usher, siedząc w Jeepie, stojącym przed hangarem, najpierw usłyszeli kilka stłumionych uderzeń. Nie mogli widzieć, jak Amelia ogląda i układa ubrania Spoonera, w miejscu w którym się Zmienił przed akcją, kiedy ten uderzał coraz wścieklej w kontener. Po szóstym uderzeniu padł na kolana, a Amelia do niego podeszła.
W aucie usłyszeli krzyk. Pełen bólu. Rozdzierający. Zdzierający gardło.
- Boże, już zapomniałam jak go to boli. - powiedziała Fate łamiącym się głosem.
- Ja... też... - dodał Usher chowając twarz w dłonie.
- Dlatego lubi pracować sam... - powiedział cicho, prawie szeptem Tos.
Nie mogli tego widzieć. Amelia wtulała klatkę Spoona i jego głowę, w siebie, tak mocno jak mogła. Przykryła go jego koszulką od pępka, do kolan. Wszystko to wyglądało jakby dosłownie wchłaniał w siebie pancerz. Tylko strasznie się rzucał. Kiedy pancerz zszedł z jego twarzy, zacisnął z całej siły zęby i grymas bólu objął jego twarz. Cały czas wydawał z siebie cichy, warczący dźwięk, połączony z czymś, co przypominało dwie obcierające się o siebie betonowe płyty. Kiedy pancerz zaczął znikać z jego gardła, dźwięk zaczął nabierać na sile. W momencie kiedy cała jego szyja była już wolna, rozpętał się szalony koncert. przez chwilę tylko wył, kiedy po kilku sekundach uspokoił lekko wycie, zaczął krzyczeć. Po policzku zaczęły mu spływać łzy. Amelia objęła jego klatkę udami, położyła mu goleń na miednicy. objęła jego barki, złapała jedną ręką za łopatki, drugą za tył jego głowy, po czym wtuliła ją w swoją klatkę, żeby choć trochę stłumić krzyk. Delikatnie mierzwiła mu włosy.
- Ćśśśśśśśśś... Przecież wytrzymasz... Ćśśśśśśś... dasz radę... - mówiła z przyzwyczajenia, wiedziała przecież, że to i tak nic nie pomaga. Zareagował na to tylko mocniejszym przytuleniem się.
-Ami... - wychrypiał tylko , kiedy już się pozbył pancerza, została mu tylko jednolita, szara płytka na lewym goleniu - pomóż... się ubrać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz