czwartek, 30 stycznia 2020

Project #2


II.
     Tos wyszedł z zaplecza, był ubrany w pomarańczową koszulkę, niebieskie jeansy, ucięte do kolan i czarno czerwone buty. Podszedł do Lamberta.
     - Siemasz Lam. Jak tam, żyjesz jeszcze?
     - Jakimś cudem... Wiesz że Zelia poszła na zlecenie koło trzeciej i jeszcze nie wróciła?
     - Co? Przecież mieliśmy iść na zlecenia dopiero jak ogarniemy młodych!
     - Poszła sama.
     - Cholera! Pewnie poszła na to, którego nikt nie chciał wziąć...
     - Na bank. Dobra, ja już lecę. Cześć Tos! - powiedział odchodząc w stronę zaplecza.
     - No cześć... - powiedział cicho.
     I tak Tos został za barem. Było koło godziny jedenastej. Znowu miał kłopoty ze snem. W praktyce, wyszło na to, że spał trzy i pół godziny. Wstał o dziewiątej trzydzieści, umył się, ubrał i wyszedł z mieszkania. Wychodząc zabrał pistolet w pokrowcu. Poszedł do swojego znajomego, żeby mu go naprawił. Tyle że znajomy mieszka kilka pięter wyżej, a windy były zajęte. W drodze na dół wrócił do mieszkania i wyjął z kurtki kopertę, którą wczoraj dostał od recepcjonisty. Wyjął z niej plik pieniędzy , złożoną kartkę i kartę kredytową. Czekał na nią od tygodnia. Większość banknotów włożył do skrytki, a resztę wraz z kartą i kartką włożył do portfela. Tak więc Tos przyszedł do baru o jedenastej. Poprosił znajomego barmana żeby zamknął za nim przejście, po czym ruszył w kierunku  części restauracyjnej. Nie miał dziś ochoty gotować, wolał zdać się na kumpla, którego poznał w gimnazjum. Wszyscy mówili że Clive Flynn jest bardzo dobrym kucharzem, wyśmienitym wręcz, jeśli mowa o mięsie. Tak więc podszedł do stolika blisko kuchni. Kiedy siadał na krześle z kuchni wyszła kelnerka. Miała na sobie strój roboczy, pasujący do jej spiętych w kok blond włosów. Była nieznacznie wyższa od Tosa. Spoglądając na niego uśmiechnęła się.
     - Cześć! Dawno Cię nie widziałam. Jak tam? - spytała.
     - Cześć Alicja! Jakoś sobie radzę, nie? Dostałaś jakichś młodych?
     - Jedną dziewczynę, chyba z Archipelagu. Podobno zdolna, ale skromna i cicha. A Ty?
     - Trójkę, dwóch chłopa i dziewczynę. Jeden z nich jest jakiś bardziej rozgarnięty! Spytał przynajmniej jak zejść.
     - Moja nie, poprosiła żebym po nią przyszła. Dobra, ja Cię zagaduję, a Ty mi tu pewnie głodujesz! - powiedziała żartobliwie, usmiechając się, podniosła kartkę i długopis.
     - Skoro tak stawiasz sprawę! - zaśmiał się - Może tosty z serem i kurczak.
     - Dobra. - uśmiechnęła się - Kiedy przychodzisz z nimi na halę?
     - Koło szesnastej się spotykamy przy barze. A Ty?
     - Miniemy się, ja o trzynastej. - odpowiedziała odwracając się.
     - Szkoda! - rzucił za odchodzącą.
     Po śniadaniu Toś uznał, że musi sobie zorganizować czas, więc uznał że pójdzie na drugie piętro, tam się znajdowało pierwsze piętro handlowe. Były tam drobne sklepy z odzieżą, jak i wielki market, a także mały sklep z nowiutką bronią, jak i kolejny, większy, ze sprzętami RTV AGD, a nawet apteka! Poszedł pochodzić bez celu po sklepach z ubraniami. Około trzynastej uznał, że może zrobić zakupy do mieszkania, więc kolejne czterdzieści minut spędził w markecie. Poszedł z zakupami do mieszkania, rozpakował je i poszedł na siódme  piętro, po swoją broń. Przy windach spotkał umięśnionego bruneta, około metra osiemdziesiąt.
     - Siemka Ahar! Właśnie do Ciebie szedłem.
     - Tos, posłuchaj dzisiaj Ci go nie zrobię, muszę iść sprawdzić swoich. Sam rozumiesz. - powiedział przepraszającym tonem Aharaj.
     - A spoko, nic się nie stało przecież. Ja sam dostałem trójkę do upilnowania.
     - Ja mam dwóch, jeden się popisuje tym, co umie, przy cywilach.
     - No to mu współczuję! - zaśmiał się Tos - Tylko nie traktuj go za ostro!
     - Zależy od tego co pokazywał. - uśmiechnął się Ahar - Jakbyś przyszedł pojutrze, to byłoby super.
     - Dobra, mi pasuje. Masz teraz czas?
     - Sorka, ale moi już na mnie czekają.
     - No trudno, do następnego.
     - Siemka.
     Ahar wrócił do windy, a Tos do mieszkania. Wyjął z porfela złożoną kartkę. Były na niej trzy numery telefonu, opatrzone nazwiskami jego podopiecznych. Wpisał je do telefonu, do nowych kontaktów, po czym napisał do wszystkich sms:
     "Ubierz się w coś luźnego/sportowego i weź plecak z zapasowym ubraniem"
     Rozejrzał się po mieszkaniu. Rzadko sprzątał, ale teraz nudził się tak bardzo, że postanowił ogarnąć sypialnię. W sumie, opłaciło mu się! Znalazł trochę drobnych i karty do gry. Drobne schował do skarbonki, a karty położył na szafce. Poszedł włączył telewizor, przełączył na kanał muzyczny i podgłośnił. Całe mieszkanie rozbrzmiało muzyką. Wszedł do kuchni, wyjął z lodówki ser, włożył chleb do tostera i nastawił wodę na herbatę. Czekając na wodę, pokroił ser w plasterki i go schował, zrobił sobie szybko sałatkę winegret. W międzyczasie tosty wyskoczyły, więc je wyjął i położył na nich plasterki sera. Tosty położył na talerzu, obok sałatki. Czajnik zagwizdał, więc zalał torebkę herbaty w żółtym kubku i zaniósł herbatę wraz z talerzem do salonu. Położył wszystko na stoliku i poszukał kanału informacyjnego. W pół do czwartej przebrał się w luźną czarno-czerwoną koszulkę bez rękawów, szare bojówki i zielono niebieskie adidasy.
     W barze od razu wypatrzył swoją grupkę, podszedł do niej. Dziewczyna znowu obserwowała mężczyzn w tej ogromnej sali. Siedziała pomiędzy chłopakami. Kyle grał w coś na komórce, a Johan zerkał co jakiś czas na Annę. Dorian zauważył Tosa i udał oburzenie.
     - Tos! No wiesz Ty co! Dopiero przyszli i już jesteś?
     - Dopiero? - spytał Tos.
     - Cztery minuty temu. - odpowiedziała Anna.
     - A ja myślałem, że zdążycie się zanudzić! Dobra chodźcie. - zakończył.
     Ruszyli z powrotem na zaplecze, ale tym razem przeszli do prostokątnej klapy w podłodze. Tos ją podniósł i ich oczom ukazały się schody. Zeszli po nich do drobnego pomieszczenia z drzwiami windy. Weszli do niej a Tos nacisnął guzik z numerem -3.
     - Jesteśmy w piwnicy, to jest jasne, ale musicie wiedzieć że "życie" w Karecie toczy się też tutaj. Na pierwszym i drugim jest po prostu magazyn. Dobra, jesteśmy. - winda stanęła, po czym wyszli.
     Weszli do ogromnej sali, wysokiej na niemal dziesięć metrów. W każdej ścianie znajdowały się dwa otwory, nad jednym widniał czerwony, neonowy X, a nad drugim zielona, neonowa strzałka. W tym ogromnym pomieszczeniu akurat znajdowała się ciężarówka, aktualnie rozłdowywana przez wózki widłowe. Jeździły one do ogromnej, ogrodzonej, metalowej platformy i tam ustawiały skrzynie. Kilka wózków stanęło na platformie, kierowcy zaciągnęli ręczny. Platforma się zatrzęsła, po czym ruszyła w górę.
     Tos dał towarzyszom chwilę. Potem wskazał na otwory w ścianach.
     - Tutaj znajdują się tunele, jak mówiłem, nie jesteśmy jedyną taką placówką. Jeden jest wjazdowy, drugi wyjazdowy, proste, a oszczędza wielu kłopotów. Nie mam pojęcia, dokąd które prowadzą, wiem tylko że cały kurs ciężarówek zaczyna się z jednej placówki, na obrzeżach, w przemysłowych rejonach miasta. - wskazał na platformę, która prawie zniknęła w suficie - Ta platforma jeździ do magazynu. Tak samo jak tutaj, jeden poziom magazynu nie zajmuje powierzchni jednego piętra, tak jak na górze.
     Tos zamilkł na chwilę, co Kyle wykorzystał.
     - A co z tymi wielkimi metalowymi drzwiami? Wyglądają podobnie jak te...
     - ...Od wind którymi jeździmy. - przerwał mu Tos - Bo to też jest winda, tyle że większa. Te którymi jeździmy mieszczą jakoś do dwunastu ludzi, ale te uwiozą około sześćdziesięciu. Na górze też są takie dwie. Ta tutaj i te wyżej są na wypadek ewakuacji, albo coś w tym stylu, więcej wiedzieć nie musisz.
     Kyle nie był zadowolony, że mentor mu przerwał.
     - No dobra, chodźcie do windy. Możecie się śmiało o coś pytać, ale dopiero w hali, dobra?
     Ruszył znowu do windy, lecz wszedł w drzwi znajdujące się obok windy. Poprowadził towarzyszy długim korytarzem, w którym co jakiś czas napotykali drzwi po obu stronach ścian. Tos wyjaśnił, że znajduje sie tu kilka biur. Na końcu korytarza znajdowała się kolejna winda, gdy trójka weszła, pojechali na poziom -4.
Wyszli z windy, mijając siedmioosobową grupkę
     - Sześciu? - spytał Tos.
     - Nawet nie gadaj! - odpowiedział zmęczonym tonem, wysoki łysy mężczyzna, z blond brodą, także w sportowym ubraniu.
     - Dobra! - uśmiechnął się.
     Wyszli z drobnego pomieszczenia z windą, przez wielkie, drewniane, dwuskrzydłowe drzwi.
     W tym momencie cała trójka wręcz oniemiała. Znajdowali się w ogromnej hali, dziewięciokrotnie większej od pomieszczenia z ciężarówką. A już tamto wydawało im się ogromne! Tutaj sufit znajdował się na wysokości dwudziestu pięciu metrów W hali znajdowały się cztery, masywne podpory, podtrzymujące każdy róg piętra rozładunkowego.
     Na hali znajdowały się różne maszyny do ćwiczeń, hantle, drążki, poustawiane pod ścianami, były pozajmowane przez dosłownie garstkę ludzi. Na jednej ścianie znajdowały się rzadko poustawiane drabinki. Patrząc na drabinki miało sie wrażenie jakby były śmiesznie małe, a sięgały na wysokość czterech i pół metra. Na podłodze, miejscami, leżały dosłownie stosy materacy. Całe pomieszczenie oświetlały lampy ze ścian, sufitu i podpór. Na hali znajdowało się kilka grupek, podobnych do naszej. Halę można podzielić na równe dziewięć kwadratów.
     Tos ruszył, jego towarzysze, oglądając się dookoła, ruszyli za nim. Po drodze machał paru znajomym. Stanął dopiero kiedy doszedł do kwadratu na lewo (patrząc od wejścia) od środka.
     - No dobra, wiecie czego macie się tu nauczyć? - spytał Tos patrząc się na towarzyszy.
     - Ogarniać nasz Dar? - pierwsza otrząsnęła się z wrazenia Anna.
     - Stwierdzasz? - uśmiechnął się Tos, dziewczyna się lekko zarumieniła i uśmiechnęła niezręcznie - Tak, po to tu jesteście. Ale pewnie nie wiecie po co te maszyny dookoła i cały sprzęt na hali?
     - Musimy ćwiczyć, żeby być silniejszymi. - powiedział Kyle.
     - Blisko, musicie się czuć w formie i na własne możliwości sprawnie. - sprostował Tos - W tej placówce bardzo ważne jest to jak czujecie się ze swoim ciałem, musicie być z niego zadowoleni, - wskazał palcem na swoją głowę, położył palec nad uchem - ponieważ wszystko idzie stąd. Wasze Dary się zmienią, jeśli zmieni się wasza mentalność. Musicie o siebie dbać, jeśli potrzebujecie, również przychodzić tutaj. Wiecie co to za ośrodek i po co się szkoli i opanowujemy Dary?
     Chwila ciszy, Johan spojrzał się na Tosa, ten chciał się spytać, o co chodzi, ale Johan wypalił
     - Wojsko zawsze potrzebuje armii, jej umiejętności i technologii.
     - Tak. - Tos przyjrzał się uważnie Johanowi, chłopak go bardzo zdziwił - W praktyce jesteśmy armią rezerwową, właściwie jednostką specjalną i najbardziej prestiżowymi żołnierzami. No ale w praktyce to też nie daje nic. No trudno. Dobra, lepiej pokażcie co umiecie.
     Kiedy to powiedział, odsunął się kilka kroków do tyłu. Kiedy przez kilkanaście sekund nic nie robili, tylko patrzyli po sobie, zaczął się niecierpliwić.
     - Ludzie! Tu niemal każdy potrafi więcej niż wy teraz. - powiedział, po czym się uśmiechnął. Z jego głowy zaczęły wyrastać rogi. Jeden wyrósł znad prawego ucha, kierując się w górę, drugi, z lewej strony, z miejsca gdzie żuchwa łączy się z czaszką, prostopadle do czaszki, po czym zaginał swój kształt do przodu i dołu, kończył się dobry kawałek przed brodą Tosa, poniżej niej - Wasza kolej, zmieńcie się, tyko kompletnie!
     Kyle wzruszył ramionami i poprosił żeby się odwrócili. Skoro ktoś zaczął, Johan również powiedział że potrzebuje tego samego co Kyle. Anna poprosiła o to by się nie patrzyli na nią kiedy coś zrobi. Wszyscy byli tym zdziwieni. Tos wskazał dyskretne, drobne drzwi w ścianie.
     - Dobra, może lepiej chodźmy tam.
     Zaprowadził ich do pomieszczenia pełniącego funkcję kolejnej szatni. Znajdowały się tam osobne przebieralnie, do których weszli wszyscy prócz Tosa.
     Chłopaki wyszli ubrani tylko w ręczniki, zawiązane w pasie, a Anna wyszła z koszulką z wyciętym materiałem na łopatkach i na bosaka.
     Kiedy wrócili, Tos błysnął tylko oczami, które zmieniły kolor na krwisty. Tamci od razu zaczęli się zmieniać.
     Anna padła na kolana, zakryła usta dłonią. Widać że nie lubiła tego robić, po chwili jasne było czemu jej twarz wykrzywił grymas bólu. Z łopatek zaczęły jej wyrastać skrzydła. Ból sprawiało to, że musiały przejść przez skórę i mięśnie. Kiedy całe jej wyrosły, były szare niczym popiół, z czerwonymi końcówkami. Kiedy się wyprostowała tęczówki zabarwiły jej się na złoto. Postawiła jedną stopę na podłodze, jej cera się rozjaśniła. Kiedy postawiła drugą stopę, stała już wyprostowana ze złożonymi skrzydłami, z delikatnym. W momencie postawienia całej stopy na podłodze, rozległ się delikatny brzęk, a nad jej głową pojawił się świetlisty krąg. Anioł, lecz o płomiennorudych włosach. Pytanie jaki?
     Kyle stał wyprostowany, jego skóra zaczęło pokrywać szarozieloną łuską. Jego oczy zmieniły kolor na żółty, jak u zwierząt. Źrenica stała się pionowa. Pogrubiły mu się łuki brwiowe. Wyglądał jakby coraz mocniej się uśmiechał, lecz w pewnym momencie jego głowa zaczęła się wydłużać i powiększać, zęby stały się podłużne, lekko zakrzywione do tyłu. Jego ciało zaczęło się kompletnie zmieniać. Nogi się wydłużyły i pogrubiły, ręce skróciły, wyrósł mu gruby, długi ogon. Tors ustawił mu się w pionie, wydłużyła szyja, palce skleiły w trzy u każdej kończyny, wyrosły szpony. Kiedy ręcznik opadł na ziemię stał przed Tosem mały dinozaur. Raptor, dość pokaźnych rozmiarów. W kłębie metr dziewięćdziesiąt
     Johan zaczął ciężko oddychać. Jego skóra pokryła się sierścią. Oczy stały się brązowe, ręce i nogi pogrubiły się i na podbiciach wyrosły czarne poduszki. Z każdego palca wyrastał pazur. Twarz zaczęła przypominać bardzien psią, niż ludzką. Wyrosły mu kły. Tors zaczął się rozrastać w każdą stronę. Niesamowicie się pogrubił. W małym człowieku wielki duch? Na pewno mocny głos. Zaczął sapać, jak to ludzie po wysiłku, po czym to sapanie zamieniło się w potężne niedźwiedzie sapnięcie. Ogromny niedźwiedź, grubo ponad dwumetrowy, stał nad ręcznikiem, w którym jeszcze chwilę temu stał ten niski człowieczek.
     Raptor "krzyknął" w stronę niedźwiedzia, zerkał co chwilę na niego, bokiem. Niedźwiedź mu odwarknął, Raptor się cofnął, po czym "krzyknął" w stronę Tosa.
     - Chłopcy uspokujcie się. - dźwięcznie, niczym pojawienie się aureoli, wyrzekł Anielica, po czym zbliżyła się do zwierząt, po czym dotknęła ich głów. Chłopcy zaczęli powoli odzyskiwać swój kształt i zwalniać rytm oddechu. Po chwili Anna ich puściła - Przepraszam! - krzyknęła przestraszona. Na powrót zmienili się w bestie, wrócił im oddech, Kyle-Raptor odbiegł kawałek od Anny, a Johan sapnął głośno i na nią spojrzał. Anna zaczęła wzlatywać w górę i zakrywać twarz dłońmi. Jej aureola zaczęła zamieniać się w metalowy pierścień
     Skóra Anny zaczęła powoli pękać, ujawniając blask płomieni, paznokcie zczarniały niczym pokryte lakierem. Włosy stały się białe, niczym śnieg. Pióra na skrzydłach pociemniały. Tos zdjął koszulkę, wyrosy mu nietoperze skrzydła. Podleciał do Anny. Chłopaki w tym czasie zaczęli wracać do ludzkiej formy i okrywać się ręcznikami. Tos dogonił Annę. Złapał jej dłonie i odsłonił twarz. Tam również skóra odsłoniła płomienie pod skórą. Oczy wyglądały, niczym zrobione z gładzonego grafitu. Pociekły jej łzy. Puścił jej dłonie i zanim odleciała przytulił, co odwzajemniła. Wyrosły mu rogi, tęczówka znowu zmieniła kolor na krwistoczerwony. Buty mu spadły, zamiast stóp miał kozie kopyta zbliżył usta do jej ucha.
     - Dziś nie Upadniesz, ni spadniesz, kobiece ciało zwrócisz. - po tych słowach jej skóra zaczęła się zrastać, płomień ucichł, skrzydła zaczęły zanikać, aureola zamieniła się w światło, po cym zgasła. Zaczęła wracać do ludzkiej postaci.
     Tos wziął ją na ręce, po czym złożył skrzydła i upadł ciężko na ziemię, stukając kopytami. Wylądował w kucki, pochylił się lekko do przodu i postawił Annę na podłodze. Chłopaki już dawno uwiązali ręczniki w pasie, Tos schował wszystkie atrybuty, ujął głowę Anny i oparł swoje czoło na jej, po chwili otworzyła oczy i spojrzał w nie głęboko.
     - Spokojnie, na chwilę straciłaś przytomność. - powiedział po chwili. Łatwiej tak powiedzieć, niż tłumaczyć, jak pozbawił ją świadomości.
    - Ja... nie chciałam... - niemal rozpłakała się znowu, patrząc na Kyle'a i Johana.
     - Ciiiiiiiiiii... - próbował ją uspokoić Tos.
     Chłopaki pomogli Annie wstać
     - Jest dobrze. - powiedział Kyle.
     - Nic się nie stało - powiedział Johan, spojrzała się na niego, jakby chciała coś powiedzieć, ale odwróciła wzrok.
     - Dlatego jesteście tutaj, ze mną i innymi. Już dobrze.
     - Tos, coś takiego może się jeszcze stać?
     - Na pewno, dlatego musisz sama zrozumić co się stało i dlaczego.
     - Niedźwiedź i Raptor, to drapieżniki! Chciałam ich uspokoić.bałam się że sobie coś zrobią!
     - W tamtych formach na pewno myśleli inczej niż teraz. Dar to głównie mentalność. W formie całkiem zmienionej wyostrza się nasza osobowość. Dlatego będziecie dążyć do tego co ja zrobiłem. Nie zmieniłem się.
     - Jak Ci się udało sprowadzić mnie na dół?
     - Anioł może upaść, zaczęłaś zmieniać się w upadłą wersję, zamieniać się w Demona. - Anna podniosła na niego zapłakany wzrok.
     - Anioł Śmierci. - powiedział łamiącym się głosem.
     - Co? - Tos nie dosłyszał. Anna pokręciła głową. Przybliżył ucho - powiedz cichutko.
     - Nie Demon, Anioł Śmierci. - wykrztusiła.
     - Tym łatwiej to opanujesz. - odrzekł spokojnie.
     Otarła łzy, stwierdziła że jest już dobrze, po czym wstała chwiejnie.
     - Opowiesz nam coś, o tym wszystkim? - poprosiła.
     - To moja rola. - uśmiechnął się. Poprowadził ich pod materace, po czym usiedli na nich - Widzę, że wszyscy tutaj muszą się nauczyć jednej, ważnej rzeczy. Możecie mieć kilka form, nie tylko ludzką i zmienioną. Ja jestem Demonem, tak się mówi oficjalnie, to była moja pierwsza forma. Jutro zaczniemy normalne zajęcia. Na dzisiaj, powiem wam, że sami musicie odkryć w sobie drugą formę. Zapewne rzadko się zmienialiście specjalnie, jeśli już to towarzyszyły wam mocne uczucia, prawda?
     - Stres. - odpowiedział Johan.
     - Gniew. - rzekł Kyle.
     - Czasem radość, a w... Tą Złą strach. - powiedziaa Anna.
     - Więc musicie się nauczyć, jak oddzielić Dar i emocje. Możecie je tylko wykorzystywać. Jeśli walczycie, to czasami opanują was różne emocje, musicie je wykorzystywać. Dobra, - uciął - dziś się dośc dużo wydarzyło, może już skończymy.
     - Jestem za. - powiedział Johan.
     - Może lepiej się ubierzmy. - zauważył Kyle.
     Kiedy byli już ubrani, a Anna się przebrała, Tos pokierował ich z powrotem na górę. Poszli zjeść kolację, po czym Tos ich wszystich odprowadził. Kyle zaczął się trochę bać Anny i kiedy Tos ich zostawił przed drzwiami, jak najszybciej wszedł do mieszkania. Johan spytał, czy można poprosić o zmianę mieszkania. Oczywiście można, jednak Tos na razie mu to odradził, uznał że lepiej jeśli najpierw nauczy się tutaj poruszać, a dopiero potem podejmie taką decyzję.
     Tos będąc już u siebie sprawdził tylko maila i poszedł pod prysznic. Leżąc potem w łóżku, nie mógł zasnąć. Racja, nie było jeszcze dwudziestej, ale był bardzo zmęczony dniem. Poszedł pograć na konsoli. O dwudziestej pierwszej po prostu czuł, że zaraz zapomni wyłączyć konsoli. Wyłączył ją i powlókł się do łóżka. Ledwo dwudziesta pierwsza a Tos już spał. Dawno tak wcześnie nie zasypiał. Miał nadzieję że się w końcu wyśpi, od paru dni miał straszne kłopoty ze snem. Zasnął po niespełna minucie leżenia w łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz